Wyślij życzenia!  
  Wyślij życzenia!  

Niekochani

Opublikowano: 2012-02-12
Niekochani - opowiadanie walentynkowe
Opowiem Ci bajkę. Szła sobie Miłość przez świat. Przechodzi koło miasta N., widzi, że w N. ludzie chodzą smutni, przygnębieni, zapłakani.

Wszyscy, prawie wszyscy w N. są zrezygnowani, niektórzy zagniewani… Miłość  pomyślała: tutaj nie ma dla mnie miejsca, tyle pracy musiałabym włożyć, nie mam teraz tyle czasu dla nich… i poszła dalej.

Co Ty do mnie mówisz, oburza się Anka. Jaka miłość, prawdziwej miłości nie ma! Potrząsa energicznie głową, aż jasna grzywka opada zasłaniając oczy. Zaciska nerwowo szczupłe palce u drobnych rąk. Jestem dorosła, nie musimy się okłamywać. Znam życie. Jak byłam dzieckiem mogłam myśleć inaczej, ale życie zweryfikowało, wyprostowało te moje idealistyczne wyobrażenia. Rok po roku. W domu, moi rodzice uchodzili za świetne małżeństwo, podobno idealne – tak mówili w N. Pamiętam, że po pracy zamykali się w kuchni, mieli swoje sprawy, w które nas dzieci nie wtajemniczali. Wiesz, ja nie pamiętam, żeby się kłócili. A potem mój ojciec odszedł, po latach tego „wzorowego” małżeństwa, tak po prostu.

I zniknął z naszego życia. To powiedz mi, gdzie się podziała ta ich wielka miłość?

Postanowiłam, że w moim związku będzie inaczej. Od samego początku. Bez tajemnic, wszystko jasne i uczciwe. Wierzyłam, że tak będzie. Dwoje zakochanych, mądrych ludzi, to czemu ma się nie udać? Kłóciliśmy się, docieraliśmy poglądy, wspólne problemy i radości łączyły nasz związek. Dzieci, praca, wspólne życie, udany seks, wspólne plany na przyszłość. Myślałam, że to miłość. Okazało się, że byłam ostatnią osobą, która dowiedziała się, że ma kochankę. Jak to w życiu bywa. Bo wszyscy oprócz mnie już wiedzieli, że mąż mnie zdradza. A on, nawet się specjalnie nie wysilał na jakieś sensowne tłumaczenie. Uznał, że tak jest, stało się, miał do tego prawo, jest dorosły, jest facetem. Tyle.

To powiedz mi, gdzie się podziała ta nasza miłość? Ja Ci odpowiem: jej po prostu nigdy nie było. Ludzie spotykają się gdzieś po drodze, są na chwilę razem, umawiają się na coś co się nazywa wspólnym życiem, po czym wszystko znika. Ludzie sami to niszczą, burzą. Nagle okazuje się, że to przestało być dla nich ważne. Nie rozumiem dlaczego. Pewnie nigdy nie zrozumiem. Pozostaje tylko rana, która potem trudno się goi.

- Daj spokój Anka wtrąciłam to, że Ty masz takie doświadczenia nie znaczy, że wszyscy tak mają. Znam wiele szczęśliwych, zakochanych osób.

Tak Ci się wydaje – przerwała mi szybko, nerwowo. Zobacz na tych dwoje na przystanku. Niby są razem trzymają się za ręce, ale ja już teraz wiem, że nic z tego nie będzie. Czuję to. A ta dziewczyna, która stoi obok nich zobacz, jaka jest smutna. Jest samotna – wyczuwam to na odległość.

A ten zamyślony smutny chłopak w autobusie… tak samo. Mam takie dziwne odczucie, że w naszym N. to tak już jest. Gdzie się nie obejrzę spotykam ludzi, ale samotnych, bez miłości, porzuconych, zagubionych. Tak samo jak ja. Czasem chciałabym uciec jak najdalej stąd. Może gdzieś daleko, gdzie indziej dałoby się żyć inaczej, zacząć wszystko od nowa. Umieć znowu zaufać, uwierzyć… Ale nie tutaj, nie w N. Ale to nie jest takie proste: praca, dom, dzieci…, sama wiesz.

- a Paweł? zapytałam, przecież wyraźnie zabiega o Ciebie. Opowiadałaś mi o nim dużo ostatnio. Chyba coś jest między Wami.

Paweł to tylko znajomy, znajomy z pracy – Anka lekko uśmiechnęła się, ale nic poza tym, ucina szybko. I tak nic by z tego nie wyszło…

Opowiem Ci bajkę. Szła sobie Miłość przez świat. Minęła miasto N., poszła dalej. Przeszła parę kroków, odwróciła się za siebie. Jak tu szaro, ponuro beze mnie… Aż mgła zasnuła całe N. Nie ma co, muszę wracać, nie mogę ich tak zostawić. Beze mnie nie dadzą sobie rady. I poszła, zawróciła Miłość do miasta N.

- Aniu, napijemy się kawy po pracy? zapytał ciepło Paweł
- nie dziś, dzisiaj nie mam czasu – odpowiedziała nerwowo, nawet nie patrząc specjalnie na niego
- unikasz mnie, czy coś się stało?
- nie wiem, jak Ci to powiedzieć Paweł, ale ja myślę, że to nie ma sensu, to i tak się nam nie uda, ja to wiem i myślę, że lepiej nawet nie zaczynać, bo potem będziemy oboje cierpieć i żałować – powiedziała cicho i powoli
- nie dajesz nam szansy spróbować, skąd Ty możesz wiedzieć, że to co czuję do Ciebie nie jest prawdziwe? Boję się tak samo jak Ty. Ale ja nie chcę Cię skrzywdzić i sam też nie chcę być skrzywdzonym. Daj nam szansę spróbować, ja naprawdę nie chcę Cię skrzywdzić, nie ja…, zaufaj mi Aniu, choć ten raz.
- a uda się Paweł? Myślisz, że może nam się udać?

Bożena Gwizdek

>>OPOWIADANIE BIERZE UDZIAŁ W PLEBISCYCIE NA NAJBARDZIEJ ROMANTYCZNE OPOWIADANIE O MIŁOŚCI<<




Dodaj swój komentarz:

Imię:

Komentarz:

Weryfikacja antyspamowa:

 


Komentarze:




Polecane
Facebook
Reklama
 
COUNT:32